niedziela, 19 czerwca 2016

Myśloodsiewnia.


- Syriusz ! - budzę się z krzykiem. Podrywam się do pozycji siedzącej i od razu tego żałuję, wszystko mnie boli, a żołądek podchodzi mi do gardła. Rozglądam się wokół i zauważam, że jestem w Skrzydle Szpitalnym w Hogwarcie. Zalewają mnie wspomnienia zeszłej nocy. Wezwanie do Ministerstwa Magii. Bitwa ze śmierciożercami w Departamencie Tajemnic. Kamienny łuk z firanką. Syriusz spadający w ową firankę. Rozglądam się wokół, ale widzę tylko Lupina, którego opatruje pani Pomfrey kilka łóżek dalej.
- Remus, gdzie Syriusz ? - mówię podchodząc w ich stronę. Zero reakcji - Remus ? - wtedy podniósł wzrok i już rozumiem. Nie mogę... poprostu nie mogę, w to uwierzyć... Syriusz... mój Syriusz ...moja Łapka. Cofam się powoli,a gdy jestem już przy drzwiach, odwracam i puszczam się biegiem przed siebie. Nogi niosą mnie na korytarz na siódmym piętrze. Milion myśli kołacze mi w głowie, sama nie jestem pewna, po co tu przyszłam, ale drzwi do pokoju życzeń otwierają się przede mną. Wchodzę zdecydowana. Znam świetnie ten pokój, ja i Syriusz spędziliśmy tu mnóstwo czasu, kiedy byliśmy jeszcze w Hogwarcie. Na środku unosił się wielki hamak, a ściany wyłożone były książkami. Tylko dwie rzeczy zmieniły się w tym pokoju. Po pierwsze tym razem nie ma ze mną mojej Łapki, a po drugie na środku stoi tylko wielka misa. Myśloodsiewnia. Wyciągam różdżkę z kieszeni i przykładam do skroni. Po chwili przyczepiona jest do niej srebra nić wspomnień. Strzepuję ją do misy, biorę głęboki wdech, zanurzam twarz w myśloodsiewni i lecę w wirze niewyraźnych wspomnień. Po krótkiej chwili obraz się wyostrza.

Stoję w pokoju wspólnym Gryfonów. Zauważam siebie w wieku 16 lat. Przede mną stoi młody Syriusz.
- Nie. - mówię pewnym głosem i z ledwością powstrzymuję uśmiech.
- Okey... Czekaj, jak to nie ?!
- Nie zostanę twoją dziewczyną, kiedy tak poprostu o to się pytasz. Musisz się trochę wysilić. Nie kupiłeś mi nawet czekoladek - oczywiście chciałam rzucić mu się w ramiona, ale musiałam mieć pewność, że nie znudzę mu się po tygodniu.
- Czyli wystarczą czekoladki ?
- Och, ale ja nie jem słodyczy. A'propos jestem uczulona na kwiaty, nie czytam wierszy, nie słucham muzyki, wyznanie z dymu z fajerwerek jest żałosne, wielkie transparenty są przereklamowane. Po prostu musisz mnie zaskoczyć.
Obraz znów się zniekształcił.
Znowu jestem w pokoju wspólnym. Wszyscy Gryfoni szykują się na mecz ze Ślizgonami. Razem z rozśpiewanym tłumem ruszam na stadion Quiditcha z miotłą na ramieniu. Krótka gatka w szatni i wychodzimy na boisko, a Gryfoni na trybunach wiwatują na naszą cześć. Gwizdek i wzbijamy się w powietrze.
- Sztefi ! - krzyczy do mnie James - Podleć do mnie !
Podnoszę miotłę do góry i jestem obok niego. Zerkam na dół i zapiera mi dech w piersiach. Na trawie boiska pod nami widnieją wykoszone słowa " Zostaniesz moją dziewczyną?" Bez zastanowienia podlatuję do Syriusza, siedzącego na trybunach i całuję go w usta.

Wszystko zaczyna wirować. Przed oczami migają mi różne miejsca i osoby, w końcu wszystko zwalnia.

Znajduję się domu, moim i Syriusza. Na palcu noszę pierścionek zaręczynowy, który podarował mi w dniu zakończenia naszej edukacji w Hogwarcie. Siedzimy razem przed kominkiem i pijemy wino.
- Wesele będzie skromne, tylko trzysta osób - mówi, a ja zaczynam się śmiać - Będziesz w białej sukni prezentować się jak księżniczka, a ja pierwszy raz założę garnitur i całą noc będę marudzić, że mi nie wygodnie - wstaje i wyciąga rękę. Podnosi mnie z podłogi i drugą dłoń kładzie na talii. Zaczynamy kołysać się w rytm melodii. Nagle w szybę puka sowa. Zdiwiona wpuszczam ją do środka, a Łapka odwiązuje jej liścik z łapki, rozwija go, a krew odpływa mu z twarzy. Chwyta rożdżkę i biegnie do drzwi.
- Syriusz ? Co się dzieje ? Syriusz ! - otwiera drzwi i odwraca się w moją stronę.
- Dopadli James'a i Lily. Wrócę nie długo - ledwo to powiedział i już go nie ma. Słyszę ryk jego motoru, a łzy spływają mi po policzkach. Tej nocy nie wrócił do tego domu, ani żadnej innej.

Sceneria znów się zmienia.

Stoję przed drzwiami Sali Przesłuchań i czekam na wyrok Syriusza, który jest oskarżony o zdradę Potter'ów. Obok mnie kręci się dwójka dementorów. W końcu drzwi się otwierają i pojawia się w nich Syriusz w asyście kolejnych dementorów. Wyrywa im się i podbiega do mnie.
- Wierzysz mi ? Powiedz, że mi wierzysz! Nie zabiłem ich, to nie ja to Glizdogon ! On żyje, on jest animagiem !
- Nigdy nie zwątpiłam w twoją niewinność - mówię, a w jego oczach widać ulgę. Dementorzy chwytają go ponownie, ale tym razem nie wyrywa się.
- Kocham cię ! - krzyczę za nim, a mój szloch odbija się echem od ciemnych ścian korytarza.

Świat znowu wiruje.

Wracam z Ministerstwa Magii. Jest wieczór, a do tego co druga uliczna lampa nie działa. Skręcam w aleję na lewo i widzę, że dwóch mężczyzn goni innego, który biegnie prosto na mnie.
- Zatrzymaj go - krzyczy jeden z ścigających - to Syriusz Black ! Wyciągam rożdżkę i rzucam w dwóch mężczyzn Drętwotą, a następnie czyszczę im pamięć. Nic nie mówiąc, łapię Syriusza za rękaw i ciągnę za sobą, aż do mojego domu. Gdy zamykam za nami drzwi, ściągam mu kaptur z głowy i rzucam na szyję. Bez wątpliwości to Syriusz. Odwzajemnia uścisk. Nawet nie wiem, kiedy po policzkach zaczynają mi toczyć się łzy. Prowadzę do salonu i sadzam na kanapie. Przynoszę ciepłe jedzenie i sok. Wygląda okropnie. A czego się miałam spodziewać po ucieczce z Azkabanu ?
- Jedno pytanie - mówi, jego głos sprawia, że mimo tylu lat nieobecności czuję motyli w brzuchu - cały czas wierzyłaś, że jestem niewinny ?
Kiwam twierdząco głową. Godzinę później leżymy razem w łóżku. Kiedy Syriusz ogolił się i ubrał w czyste ciuchy, zobaczyłam jak bardzo się zmienił, ale oczy pozostały te same, które miał w Hogwarcie. Rozmawiamy, aż zaczyna świtać. On opowiada, jak uciekł z Azkabanu, a ja jak zostałam szefową aurorów.
- Kocham cię - mówi, a ja już wiem, że warto było czekać na te słowa dwanaście lat.
- Kiedy już oczyszczę nazwisko, weźmiemy ślub i zaadoptujemy Harry'ego - dodaje, a ja całuję go niemiętnie.

Obraz się rozmywa, a ja nie wiem czy to zmiana wspomnienia, czy przez łzy lejące się wodospadami z moich oczu.

Znajduję się w Siedzibie Głównej Zakonu Feniksa, co prawda Syriusz oczyścił nazwisko, ale tylko w oczach naszych przyjaciół. W sprawie ślubu postanowiliśmy poczekać do skończenia się wojny.
- Czuję się taki niepotrzebny. Wy działacie, narażacie życie, a ja siedzę tu i nic nie mogę zrobić - ostatnio coraz częściej wybucha. Chwyta zabytkowy wazon i rzuca nim o ścianę.
- Łapko - mówię jak najłagodniej - uspokój się. Jesteś w Zakonie, dodałeś nam dom na kwaterę, zrobiłeś więcej niż myślisz.
- Jasne, a ty ciągle musisz dawać fałszywe tropy swoim aurorom, żeby mnie nie znaleźli. Wiesz jak się czuję ? Chciałbym czasami wyjść na ulicę i poczuć się jak wolny człowiek ! A nie przez cały czas siedzieć w tym cholernym domu, który przypomin mi najgorszy okres zycia!
Całuję go, żeby już nie mógł krzyczeć. Zadziałało. Zawsze działa.

Spowrotem znajduję się w Pokoju Życzeń. Od płaczu roznosi mi głowę. Osuwam się po ścianie na podłogę. Nie, nie mogę tak siedzieć. Muszę działać. Syriusz chciałby, żebym działała. Znajdę Bellatrix. Zabiję ją, a jeśli nie ją to każdego napotkanego śmierciożercę, a może i samego Voldemorta.
- Pomszczę Cię Łapko. - mówię i zamykam za sobą drzwi Pokoju Życzeń z nowym życiowym celem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz